Wykonałem wczoraj sentymentalną podróż kulinarną do czasów dzieciństwa. Oto z dzieciństwa jest kilka potraw, których smak będę pamiętał do grobowej deski. Czołówka listy tych kulinariów jest taka: żur (nie mylić z żurkiem) babci, babka z orzechami (pieczona w wąskiej blasze) - także specjał babci oraz groch z kapustą.
Wczoraj zrobiliśmy groch z kapustą.

Podchodziliśmy do tej potrawy chyba dwa tygodnie. Ale tym razem udało się kupić wszystkie półprodukty i Najlepsza Z Moich Żon - przy mojej ubogiej asyście - ugotowała groch z kapustą. I już pierwsze preview wykonane niezwłocznie po ugotowaniu dało pozytywne rezultaty - potrawa udała się. I ożywiła te najlepsze wspomnienia!
Oczywiście samo przygotowanie było raczej mało skomplikowane - 30 dkg grochu (łuskany, mały, brązowy), do tego kawałek chudego boczku gotowanego (wędzonego nie było), kapusta- ~70 dkg, majeranek, cebulka, sól, pieprz do smaku. Groch trafił się tak, jak należało - czyli szybko się namoczył i napęczniał i jeszcze łatwiej ugotował (to ostatnie ma kluczowe znaczenie). Co do kapusty, to musiała zająć swoje 3 godziny ;)
Boczek dodatkowo dogotowaliśmy i lekko przysmażyliśmy z cebulką. Przyprawiłem całość sam, pod moje mało wyszukane gusta ;)
Anetka - jako Rzeszowianka - nie zna tej finezyjnej potrawy, więc już teraz odrobinę (aby nie urazić moich uczuć) sceptycznie podchodzi do perspektywy konsumpcji grochu z kapustą. Prawdziwy eksperyment i wyzwanie to obecnie przyuczenie Paulinki do cymesu o którym mowa ... ;]