Nawet lubię ostatnią płytę Chylińskiej - "Winna". Dziewucha kolejny raz przekonuje, że głosisko ma należyte, rockowe. I melodyjki dość miłe dla ucha takiego ramola, jak ja. Chylińska wykazuje pewien szacunek dla klasyki rocka. Bez wątpienia chętnie zerka także na współczesność - np. na Rammstein czy Audioslave. Za to wszystko respect.
Ale przy tym bezprzykladnie marnuje coś ... jakby to nazwać ... poczucie dobrego smaku.
I piszę to ja - były wierzący ;-] punk.

Zacznijmy od początku.
Zła-zła-zła - dojebać im, dopierdolić im, kurwa mać;
•potem mamy śliczną balladę rocokową ocierającą się o rap-metal Już wiem, że nic nie wiem;
•następnie odrobina perwersji sado-maso Tu i tam, psie;
Zmysłowa - hit, na pewno hit, albo jak się drzewiej mawiało: niemal pościelówa;
Winna - wielki ukłon w stronę Rammsteina;
•natomiast Gorąca prośba jest stenotypicznym zapisem uroczego dialogu kochanków: hujów sto, wyperdalaj stąd;
Chylińska - pełna dydaktyki: kurwa - rura, wciskasz swoim dzieciom gówno, zamknąć mi pysk, ty z gówna się nie wykręcisz;
•ósma pozycja jest jedną z najsłabszych w zestawie Deszcz-będzie słońce;
•pewnie Kazik się uśmiechał słuchając utworu Wieczny problem, gdzie podmiot liryczny swoim pyskiem wyznaje monodramatycznie jak siebie w sobie znieść;
•dobrą linię basu doceniam w Lepszym czasie;
Niczyja to drugi singiel z płyty i chyba pierwszy istotny przebój;
Twoje smutne "ja" to jak przystało na ambitną intelektualnie Artystkę - autodeklaracja w banalnym zestawie harmonicznym: jaaaa.

Zdecydowanie wolałem Chylińską z kagańcem na pysku w postaci Mistrza Skawińskiego. Bo puszczona samopas Chylińska zdecydowanie się skundliła i nie ma w sobie już nic z Rockowej Divy, którą momentami była na pokładzie O.N.A.