Piętnuję nieudolnych urzędników miejskich Kalwarii Zebrzydowskiej. Około pięciu tygodni temu rozpoczęto remont głównej ulicy w okolicach ścisłego centrum - w rynku. Po pierwsze: od początku brakowało oznaczenia remontu i ew. objazdu - samochody zwalniały i przeciskały się między drogowcami. Potem zawieszono jakieś mało czytelne tablice i zrobiony krótki, prosty objazd. Ale żeby nie było tak miło, objazd był przez wygrzebane w asfalcie w ramach remontu spore dziury. Nikt ich nie zasypywał - każdy następny samochód pogłębiał dziurę. Obecnie zakres remontu poszerzono - będzie wymieniana nawierzchnia prawego pasa wyjazdowego z Kalwarii Z. na Wadowice. Zatem ulicę zamknięto od strony Krakowa już w ryneczku. I co? Jadącym od Krakowa zafundowano chyba 6 km objazd tylko po to, aby ich w końcu wypuścić ledwo 600 metrów poniżej rynku!. Paranoja!
Dodam, że całość remontu trwa w "godzinach urzędowania" - drogowcom się wyraźnie nie spieszy i późnym popłudniem lub wieczorem już ich nie ma. Widać szanują swoją robotę. Dziwne, że ktoś w ogóle daje im robotę ...
autor: krzychu, 26.10.2004, 15:25:14, 4, artykuł ma już:3 lat, 307 dni, 14 godzin, and 42 minut!
dodane dotąd komentarze
1. Zapewne płacone mają od godziny - a nie za wykonanie roboty

2. Zapewne urzędnicy miejscy oraz szefowie Rejonu Dróg nie muszą tamtędy jeździć więc "nie widzą" i "nie wiedzą"
3. To takie polskie...
"Niestety" masz rację - w Kalwarii mamy przykład koszmarnej komunistycznej mentalności - "czy się stoi, czy się leży 1500 się należy".
Ale sytuacja w Kalwarii zdumiała mnie też z drugiego powodu: była dramtycznie różna od tego, co parokrotnie widziałem w robotach drogowych w Krakowie. Ostatnio na przykład olbrzymi remont skrzyżowania Mateczny - wzorowa robota. Gratuluję MZK z Łodzi, które było wykonawcą.
Urzędasy z Kalwarii chyba czytają moje notki, bo wczoraj gdy przejeżdżałem przez Kalwarię o 17:25 (zapadał wtedy zmierzch) drogowcy raczyli pracować!
Pewnie wyczaili, że o 17:30 zaczyna się w ten dzień w okolicznym barze happy hour i postanowili _wysiedziec_ nagdodziny. Raz na jakiś czas któryś wziął łopatę do ręki albo przeszeł się tu i ówdzie, i wrażenie _zapracowania_ gotowe.