Przedwczoraj odbierałem ze szkoły Paulinkę po lekcjach. Biegnie do mnie cała roześmiana i krzyczy:

- Zostałam przewodniczącą! Dzieci mnie wybrały! Zebrałam 11 głosów - najwięcej w klasie!

Dojechaliśmy do domu, zjedliśmy obiadek i Paulinka myjąc zęby pyta:

- Tato, a co to tak naprawdę znaczy być przewodniczącą?

- Wiesz ... teraz to przede wszystkim musisz się najlepiej uczyć - powiedziałem.

Krótka chwila ciszy i oczka wlepione we mnie - wreszcie z uśmiechem ulgi:

- E ... to z tym nie będzie problemu.