Z powodu uziemienia w domu, miałem okazję na bieżąco oglądać nasze siatkarki na Mistrzostwach Europy w Turcji. Nie szczędziły nam emocji. Ale końcowa radość jest zadośćuczynieniem. Dziewczyny Niemczyka odniosły realny sukces: zapracowały na niego ze wszech miar. Zwyczajnie: to mistrzostwo kontynentu należało im się, bo są najlepsze.

Oczywiście były tam lepsze i gorsze okresy. Ja chyba najbardziej przeżyłem mecz z Włochami i Niemcami. W mojej ocenie z Włoszkami mieliśmy niepowtarzalną okazję uziemić byłe mistrzynie, ale rozegraliśmy chyba jeden z najgorszych meczy - w najważniejszych momentach zawiodło to, co wcześniej sprawdzało się: stalowe nerwy i punktowanie błędów przeciwniczek. Zaś mecz z Niemkami to niemal skrótowy przegląd tego, co było najlepsze i najgorsze w polskiej drużynie. Najgorsze: momenty słabości, kiedy przeciwniczki seriami zdobywały punkty, bo nie funkcjonowała zagrywka, odbiór a blok był dziurawy jak stary płot. Najlepsze: maksymalne sprężenie woli walki i umiejętności, dzięki czemu udawało się wychodzić z najgłębszych zapaści i odrabiać wielopunktowe straty. Ukoronowaniem był tiebreak, gdzie na zimno i z wyrachowaniem (stalowe nerwy!) osiągnęliśmy przewagę i nie odpuściliśmy jej już do końca. Owszem, owszem ... wiem, że jeden punkt otrzymaliśmy gratis od tureckiego sędziego liniowego, ale jestem przekonany, iż nawet gdyby ten punkt nam uciekł, to wygralibyśmy ten mecz. "Bo jesteśmy najlepsze...!" - jak wysapała zmęczona Glinka po meczu. Ten komentarz jest ważny: dziewczyny zostały motywacyjnie świetnie poukładane przez trenera. One zwyczajnie wierzyły w siebie. Tego właśnie zabrakło męskiej reprezentacji pod wodzą Wspaniałego.

Innym topowym fragmentem był dla mnie lapsus komentatorów EuroSportu w czasie przerwy technicznej w (bodaj) pierwszym secie meczu z Niemcami: "Ale gra Niemek jest prosta, jak konstrukcja cepa! [...]" - powiedział Drzyzga myśląc, że jest już poza wizją i fonią, bo EuroSport puszcza właśnie reklamy!