Sytuacja raczej typowa. Leżę w łożku i poczytuję przed snem co nieco. Obok mnie Paulinka - także pocztuje jakieś bajki. W pewnym momencie dochodzi do dialogu-na-4-nogi:

P: Tato, a co ty czytasz?

K: O zwierzętach, czyli o ludziach, bo jesteśmy zwierzętami ...

P: ...[uśmiech] ... zwierzętami?

K: Tak - czy wiesz, że pochodzimy od małp?

P: [chwila zastanowienia, potem śmiech] ... tylko mamy mniej kudeł? A małpy od czego pochodzą?

K: Od troche mniejszych futrzaków ...

P: A te futrzaki od czego?

K: One od robali pływających w wodzie.

P: A one skąd się wzięły? Z nikąd?

K: one się wzięły z moli chemicznych o których mama uczy w szkole.

Tiaaa ... trudny jest los rodzica. Oczywiście mam taktykę obmyślaną na okoliczność - która nastąpi za jakiś czas - pytania "a skąd się wziął Bóg?" ....

Poczytywałem artykuł etologa Pierre L. van den Berge'a "Bestia wraca do łask: w stronę biospołecznej teorii agresji" (przedruk w "Człowiek zwierzę społeczne" red. B.Szacka i J.Szacki, W-wa 1991).