Gdy czytam takie teksty wpadam w dość dziwny nastrój. Z jednej strony to jest śliczna opowiastka obyczajowa - o ludziach i polityce. Z innej strony to jest jakiś pamflet polityczny na Lepieja. No i to jest oczywiste. Ale w ogólności to są morały dość błahe - takie opowiastki nic nowego nie wnoszą. My to już wiemy. Ale irytuje mnie nade wszystko to, że tekst H.Biskupskiego jest naocznym dowodem na to, iż on i zleceniodawcy artykułu nie rozumieją "Samoobrony". Nie rozumieją tego fenomenu społecznego i jego legitymizacji. Wyśmiewają go z pozycji inteligencko-kabaretowych (że tak powiem). A to błąd. Grupa Lepieja nie jest kabaretem - jest realną siłą polityczną. Bazuje na rzeczywistych emocjach - odwołuje się to popularnych przekonań rozpowszechnionych w znakomitej większości naszego społeczeństwa. A to jest potężna siła. Wyśmianie jej to błąd. Ją należy zrozumieć a potem rozbroić. Bo w gruncie rzeczy to jest jakaś bomba z opóźnionym zapłonem. Jasne, że "Samoobrona" opiera się na prostych społacznych resentymentach. I jest siłą głównie negatywną. Jednak nie należy jej bagatelizować - w szczególności, gdy bezrobocie przekracza 18 procent, a za dwa, trzy miesiące będzie oscylowało wokół 20stu! Nie mam jakieś przemyślanej recepty na oswojenie fenomenu Lepieja. Wydaje mi sie jednak, iż jedynie rzeczywista i odczuwalna poprawa sytuacji gospodarczej w kraju może przynieść odpływ poparcia od "Samoobrony". Tak, wiem - to nie jest odkrywcze. Ale pamiętajmy, że z reguły ludzie chcą tego samego: chleba i igrzysk - a jeśli chle zaczyna brakować, więc trzeba im dostarczyć igrzysk. A ten towar oferuje Lepiej. Widzę przecież na własne oczy - tam, gdzie mieszkam - degrengoladę środowiska społecznego i tam właśnie rozwinie się środowisko Pana Przewodniczącego.