Wpis dedykuję Czytelnikom, którzy są w podobnej sytuacji jak ja – jadają obiady w czasie dnia pracy poza domem, czyli gdzieś na mieście.
Ja jestem w tej sytuacji od lat jedenastu. Legitymuję się zatem pewnym doświadczeniem i ledwo paroma zatruciami pokarmowymi. A to czyni ze mnie eksperta. A co!
Czytaj dalej
Autor: empiryk
Umieszczone w obyczaje
Etykiety: dresy, jedzenie, Joselewicz, Kazimierz, konsumpcja, Kraków, obiad, porady, posiłek, praca, regeneracja
18 marca 2007 @ 19:13
Przez lata pracy w Krakowie nauczyłem się (między innymi oczywiście) bezbłędnie wyszukiwać miejsca na bezpieczne i pożywne posiłki – obiady. Jeszcze jakiś czas pracujemy na ul.Starowiślnej – czyli w centrum krakowskiego Kazimierza. Zatem mamy tam spory wybór miejsc, gdzie można niedrogo i dobrze się posilić w porze obiadowej. W pobliżu jest spory wybór: restauracja Galicja – mają ładne podziemia i można zapłacić kartą, bistro Pod 13tką – tzw. kuchnia polska, chińska jadłodajnia przy końcu ulicy Miodowej, restauracja U Bogdanków – wystrój typu karczma i menu zorientowane na polską kuchnię, jadłodajnia U Agatki – podobna do bistra Pod 13tką. Oczywiście jest wspominany już tu kiedyś Endzior… ale od dłuższego czasu najwięcej obiadów konsumujemy u wampira: czyli w barze Od zmierzchu do świtu na ulicy Berka Joselewicza (przecznica do Starowiślnej):

bar Od zmierzchu do świtu, na rogu
Czytaj dalej
Autor: empiryk
Umieszczone w dusza, varia
Etykiety: bohema, endzior, fasolowa, Kazimierz, kotlet, Kraków, obiad, porady, posiłek, praca, regeneracja
27 marca 2003 @ 12:18
Właśnie wróciłem z obiadku. Byliśmy chyba w 10 sztuk. W czasie drogi zapadła, decyzja, że idziemy do Endziora na Placu Nowym. Zażyczyłem sobie zupę klasy „super endziorówka” z porcją chleba. Zupa kosztowała 3,5 zł, a chleb dodatkowe 60 gr bodaj. No i jak dla mnie całość była porcją wystarczającą. „Super endziorówka” to rodzaj zupy fasolowej o średniej gęstości z bogatym zestawem domieszek: kurczak, kiełabsa, makaron, jarzyny i warzywa – a całość solidnie posypana papryką (lub czymś podobnym). Generalnie – mocno pikantne. Ale poza jedzeniem – nad wyraz solidnym i sytym – Endzior słynie z szczególnego klimatu … nazwijmy to „obyczajowego”. Jadają tam generalnie „swojaki” – nie tylko biedota krakowskiego Kazimierza, ale i bohema okoliczna (że się tak wyrażę). Miejsce jest polecane w przewodnikach, więc i towarzystwo bywa zaskakujące: dziś do Endziora przyszła grupa skandynawskich yuppies pachnąca drogimi perfumami i wyelegantowana w szmaty z najlepszych lumpeksów. Być może w Wierzynku było za drogo – jak skomentował jeden z kolegów. Koloryt lokalny uzupełniała urodziwa kobiałka, która postanowiła się przebierać w oknie mieszkania wychodzącego na Plan Nowy. nie miałem okazji jej się przyjrzeć, bo akurat w tym czasie stałem odwrócony plecami w kolejce do okienka … No cóż. Ale po tej zupie mnie suszy i siorbię już drugą cherbatkę.