Wpis dedykuję Czytelnikom, którzy są w podobnej sytuacji jak ja – jadają obiady w czasie dnia pracy poza domem, czyli gdzieś na mieście.
Ja jestem w tej sytuacji od lat jedenastu. Legitymuję się zatem pewnym doświadczeniem i ledwo paroma zatruciami pokarmowymi. A to czyni ze mnie eksperta. A co!
Czytaj dalej
Mamy nową siedzibę. Jak mawiają klasycy umarł król, niech żyje król. Ale dla mnie to nadal szok. Po ośmiu latach na ul.Starowiślnej 48 nadszedł czas zmiany.Wszystko nowe, wszystko inne. Cała fura ludzkości naszej firmy w jednym zamkniętym kompleksie. Oczywisty mechanizm psychologiczny sprowadza się do idealizacji starego i odrzucenia nowego. I tak jest w tym przypadku. Ale nie patrzę na to tak do końca w czarno-białych rękach. Owszem – przeżywam mocno opuszczenie dotychczasowej siedziby – ale nowej lokalizacji daję czas: miejsce na pełną ocenę przyjdzie zapewne po wakacjach – choćby dlatego, że dopiero wtedy będziemy po pewnym czasie wspólnego zamieszkania w pełnym składzie osobowym.
Do firmy przyszedłem w ostatnich dniach 1998r. kiedy właśnie trwała przeprowadzka do – wtedy – nowej siedziby: Kraków, ul.Starowiślna 48 – czyli w zasadzie w sercu dzielnicy Kazimierz. I tam wszystko było pod ręką: sklepy, piekarnie, Rynek główny, kilkanaście linii tramwajowych w każdym kierunku, restauracje, bary, knajpy, knajpki, fastfoody, meliny itd. Dogodny dojazd dla mnie oraz parking w podwórku.
Pewne z tych zalet okazały się rzecz jasna relatywne – choćby parking: dość szybko przestał być komfortowy, bo przybywało samochodów. Inne natomiast pokazały swoje rzeczywiste wartościowe oblicze – tu mam na myśli centrum rozrywkowe i gastronomiczne.
Nie tylko chodzi o to, że skrzyknięcie się w firmie na małe piwo to była kwestia prosta, łatwa i przyjemna – 100 m dalej przecież były dziesiątki knajpek. Kwestia wyżywienia okazała się także kluczowa: tu był wybór – dla każdego coś dobrego. Serio!
Czytaj dalej
Autor: empiryk
Umieszczone w obyczaje
Etykiety: dresy, jedzenie, Joselewicz, Kazimierz, konsumpcja, Kraków, obiad, porady, posiłek, praca, regeneracja
18 marca 2007 @ 19:13
Przez lata pracy w Krakowie nauczyłem się (między innymi oczywiście) bezbłędnie wyszukiwać miejsca na bezpieczne i pożywne posiłki – obiady. Jeszcze jakiś czas pracujemy na ul.Starowiślnej – czyli w centrum krakowskiego Kazimierza. Zatem mamy tam spory wybór miejsc, gdzie można niedrogo i dobrze się posilić w porze obiadowej. W pobliżu jest spory wybór: restauracja Galicja – mają ładne podziemia i można zapłacić kartą, bistro Pod 13tką – tzw. kuchnia polska, chińska jadłodajnia przy końcu ulicy Miodowej, restauracja U Bogdanków – wystrój typu karczma i menu zorientowane na polską kuchnię, jadłodajnia U Agatki – podobna do bistra Pod 13tką. Oczywiście jest wspominany już tu kiedyś Endzior… ale od dłuższego czasu najwięcej obiadów konsumujemy u wampira: czyli w barze Od zmierzchu do świtu na ulicy Berka Joselewicza (przecznica do Starowiślnej):

bar Od zmierzchu do świtu, na rogu
Czytaj dalej
W sercu (kiedyś) żydowskiego Kazimierza w Krakowie powstała w XIV wieku potężna światynia: kościół Bożego Ciała. Bywałem tam wiele razy i zawsze obiecywałem sobie, że wrócę z aparatem fotograficznym. Wreszcie dopiąłem swego.
Poniżej dwie próbki.

katedra Bożego Ciała
Czytaj dalej
Autor: empiryk
Umieszczone w dusza, varia
Etykiety: bohema, endzior, fasolowa, Kazimierz, kotlet, Kraków, obiad, porady, posiłek, praca, regeneracja
27 marca 2003 @ 12:18
Właśnie wróciłem z obiadku. Byliśmy chyba w 10 sztuk. W czasie drogi zapadła, decyzja, że idziemy do Endziora na Placu Nowym. Zażyczyłem sobie zupę klasy „super endziorówka” z porcją chleba. Zupa kosztowała 3,5 zł, a chleb dodatkowe 60 gr bodaj. No i jak dla mnie całość była porcją wystarczającą. „Super endziorówka” to rodzaj zupy fasolowej o średniej gęstości z bogatym zestawem domieszek: kurczak, kiełabsa, makaron, jarzyny i warzywa – a całość solidnie posypana papryką (lub czymś podobnym). Generalnie – mocno pikantne. Ale poza jedzeniem – nad wyraz solidnym i sytym – Endzior słynie z szczególnego klimatu … nazwijmy to „obyczajowego”. Jadają tam generalnie „swojaki” – nie tylko biedota krakowskiego Kazimierza, ale i bohema okoliczna (że się tak wyrażę). Miejsce jest polecane w przewodnikach, więc i towarzystwo bywa zaskakujące: dziś do Endziora przyszła grupa skandynawskich yuppies pachnąca drogimi perfumami i wyelegantowana w szmaty z najlepszych lumpeksów. Być może w Wierzynku było za drogo – jak skomentował jeden z kolegów. Koloryt lokalny uzupełniała urodziwa kobiałka, która postanowiła się przebierać w oknie mieszkania wychodzącego na Plan Nowy. nie miałem okazji jej się przyjrzeć, bo akurat w tym czasie stałem odwrócony plecami w kolejce do okienka … No cóż. Ale po tej zupie mnie suszy i siorbię już drugą cherbatkę.