Jestem w trakcie poczytywania książki Paula Johnsona Bohaterowie. Tamże spotkałem słowo na dziś: henoteizm (gr. amfiktionia). Było to przy okazji postaci z rozdziału pierwszego: Debora, Judyta, Samson i Dawid.
Etykieta Izrael
czy potrzebujemy opisu zdjęcia?
Pytanie postawione w temacie ma złożoną odpowiedź. Do tego nie pozbawioną kontrowersji, bo wiele zdjęć można rozmaicie klasyfikować. Z racji fotografii, jaką uczę się uprawiać, wierzę, iż moje zdjęcia opisu nie potrzebują, bo albo zdjęcia przemawia do wyobraźni odbiorcy, albo nie przemawia – żaden opis nic tu nie zmieni. Więcej – opis lub sugestywny tytuł – może narzucać odbiorcy interpretację, sposób odbioru fotografii. W tym sensie opis może być zwyczajnie szkodliwy. Unikam opisów. Opisem jest także tytuł zdjęcia. Jeśli nadaję moim fotografiom tytuły, to nie mają one związku z treścią fotogramu – najczęściej to przypadkowe tytuły utworów muzycznych, których słuchałem w czasie edycji danego kadru.
Jednak fotografia dokumentalna, a w szczególności jej najważniejsza część – fotoreportaże, fotografia prasowa – wymaga opisu bezwzględnie. Te zdjęcia ze swojej natury muszą mieć opis – im jaśniejszy i bardziej dosłowny tym lepszy. Ba, często korzystnie jest opis poszerzyć także o to, co dzieje się przed lub po zrobieniu zdjęcia.