Odkryłem tego starszego (ur.1950r.) już fotografa dzięki RSSom, które subskrybuję. Ponownie nie mogłem przez dłuższy czas oderwać wzroku od jego prac. Z kilku powodów. Pierwszy to taki, że podziwiam jego mistrzostwo w portretach środowiskowych. Absolutna czołówka dokumentalistyki w tym zakresie. Celowo używam słowa dokumentalistyka, bo najlepsi portreciści środowiskowi właśnie dlatego opisywani są dookreśleniem środowiskowy, ponieważ z maestrią pokazują nie tylko człowieka, ale człowieka w jego naturalnym otoczeniu, bez specjalne inscenizacji – robią zdjęcia z natury tak, aby opisać związki między człowiekiem, a środowiskiem. To w znacznym zakresie może być działanie archiwizacyjne, dokumentujące. To fotografia faktu.
Etykieta Evans
fantazje fotograficzne
Teraz popełnię wpis dotyczący fotografii. Uprzedzam o tym solennie, bo mój head.log nie jest ani zdjęciowym fotoblogiem, ani nie służy opisywaniu moich poglądów estetycznych w zakresie fotografii. Teraz jednak dam się skusić. I wpis będzie dotyczył fotografii.
Ponieważ publiczność fotograficzna raczej tu nie zagląda, więc będę się trochę obszerniej opisywał, aby nie przygotowany czytelnik jasno rozumiał materię.
Sprowokowały mnie dwie notki, jakie napisała Beata Łyżwa-Sokół (Gazeta Wyborcza) oraz Piotrek Biegaj. Krótko streszczę: chodzi tu o granice przetworzenia fotogramu – czyli, jak wiele można zmienić na etapie obróbki zdjęcia? Innymi słowy: jak bardzo mogą się różnić fotograficzny negatyw cyfrowy (plik RAW) od wynikowego zdjęcia, które pokazuje się publicznie?
